środa, 2 marca 2016

3. Wojna, czyli jak dokopać różowej zołzie bez używania przemocy.

S H Ō R I


               Po kilku dniach do mojego życia wkradła się rutyna. Codziennie rano Sasuke budził mnie (ja zawsze na wpół przytomna wyłączałam budzik i szłam spać dalej, a potem tego nie pamiętałam), jedliśmy razem śniadanie, wymieniając kilka słów, po czym ubieraliśmy się w mundurki i wychodziliśmy do szkoły. Zakumplowałam się z większością dziewczyn w klasie, najbliżej trzymałam się jednak z Yuuki. Dziewczyna niemal nie odstępowała mnie na krok, paplając nieustannie o pierdołach. Przedstawiłam ją Kayako i Bijon, a Kurehara niemal od razu zapałała do niej sympatią. Miały w końcu wspólny temat. Bija zdegustowana wyrzuciła tylko ręce w powietrze, wołając „kolejna!”, kiedy Yuu zaczęła emocjonującą dyskusję z Kayą na temat anime.
               Na przerwach spotykałyśmy się także z resztą naszej starej paczki. Wtedy też łączyliśmy się w swoiste grupki. Kayako i Kiba gruchali sobie gdzieś w kąciku, śmiejąc się co chwila i kompletnie nie zwracając uwagi na mordercze spojrzenia Ino, która już od jakiegoś czasu próbowała usidlić Inuzukę, ale coś jej nie wychodziło. Ja najczęściej gawędziłam luźno i przekomarzałam się z Uchihą, oczywiście doprowadzając tym Sakurę do szału. Chcąc zrobić mi na przekór, lepiła się do Sasuke w bardzo otwarty sposób, co on ostentacyjnie olewał, czasami próbując odsunąć od siebie Haruno, lecz widząc, że to i tak nic nie daje, rezygnował i posyłał różowowłosej mrożące spojrzenia, lecz ta nic sobie z tego nie robiła. Okazało się, że Yuuki bardzo szybko znalazła wspólny język z Hinatą, przez co obie naprawdę dużo ze sobą gawędziły, chichocząc w uroczy sposób. Bijon wraz z Temari dokuczały na potęgę biednemu Naruto, a ten, nie mogąc znieść więcej nieprzychylnych uwag, z jękiem rozpaczy rzucał się albo na mnie (co spotykało się z iście przerażającym spojrzeniem Uchihy), albo na Hinatę, która prawie że mdlała od tak nagłej bliskości ukochanego. Bo w końcu Hyuuga od dziecka kochała tego blond-cymbała i wiedzieli o tym wszyscy, tylko nie on. To trzeba mieć naprawdę talent.
                    — Sasuke-kun — zagruchała Sakura, a mnie (i adresata tej wypowiedzi) przeszły niemiłe dreszcze. — Mieliśmy dobrać się w pary na projekt z historii. Chciałbyś być ze mną?
               Zawiesiłam wzrok na twarzy bruneta, będąc ciekawa jego reakcji. Najpierw zamrugał, jakby słowa Haruno w pełni do niego nie dotarły, a potem zmierzył ją na wpół kpiącym, a na wpół chłodnym wzrokiem. Wyglądał, jakby propozycja Sakury go rozbawiła, i to w tym złym sensie. Nie powiem, żebym jakoś szczególnie jej współczuła. Sama skazuje się na takie traktowanie swoim kretyńskim zachowaniem.
                     — Sorry, Sakura, ale mam już parę. — odparł lodowatym tonem, nawet na nią nie patrząc.
               Z gardła dziewczyny wyrwał się przeszywający, denerwujący jęk zawodu, a ja poczułam, że naprawdę zaraz wywalę ją w kosmos. Jak mnie wkurzają tacy ludzie...
                    — A z kim? — dopytywała się, nie dając za wygraną.
                    — To akurat nie twoja sprawa. — prychnął, wyszarpując ramię z uścisku różowej.
               Byłam niemal pewna, że Uchiha tak naprawdę nie ma pary, tylko powiedział tak, żeby zbyć tę upierdliwą siksę. Moje kondolencje, Sasek, moje kondolencje... Nie mogłam się powstrzymać i posłałam Sakurze pogardliwe spojrzenie. Odpowiedziała mi podobnym, a na mnie nie zrobiło to żadnego wrażenia.
               Po szkole wszyscy rozchodzili się za bramą w swoje strony. Ja, Sasuke i Temari szliśmy tą samą drogą, dlatego najczęściej wracaliśmy razem, choć we wtorki, czwartki i weekendy Uchiha miał treningi. Zawsze jednak kiedy wracał z nami, on i No Sabaku dogryzali sobie, a ja tylko się przysłuchiwałam, chichocząc co chwilę.
               W domu każde z nas zaraz po przyjściu zamykało się u siebie. Zazwyczaj siedziałam tak do wieczora, wychodząc tylko, żeby coś zjeść lub iść do toalety. Sasuke czasami kręcił się po domu, czasami gdzieś wychodził, ale jakoś niezbyt mnie to interesowało.
               W sobotę jednak mój nowo ustalony tryb życia poszedł się ciąć. Pierwszy weekend w nowym mieszkaniu nie bardzo różnił się od reszty tygodnia. No dobra, spałam do dwunastej, ale to szczegół! Kiedy się obudziłam (chyba jeszcze bardziej zmęczona, niż jak kładłam się spać), półprzytomna wstałam, ubrałam się w jakieś leżące na krześle ciuchy i wyszłam z pokoju. Ziewając i przeciągając się, zaszłam do kuchni. Otworzyłam drzwi, w progu wpadając na Sasuke, który właśnie pomieszczenie opuszczał.
                    — Sorry — wymamrotałam, nadal nie kontaktując za bardzo z rzeczywistością.
               Wyminęłam niezdarnie współlokatora (przy okazji obijając się o ścianę), po czym zajrzałam do lodówki. Wyciągnęłam z niej wędlinę i masło, zabierając się tym samym do robienia kanapek. Nie zdawałam sobie sprawy, że znajduję się pod ciągłą obserwacją czarnych oczu.


~•★•~

S A S U K E


               Obserwowałem uważnie dziewczynę. Była jakaś nieswoja. Nieprzytomne spojrzenie jakby powierzchownie kontrolowało czynności ciała. Niemożliwe... dopiero wstała? Cóż, wszystko na to wskazywało. Założona na szybko, czarna koszulka, bawełniane szorty i bardziej, niż zwykle rozczochrane włosy. Wyglądała uroczo. Pokręciłem głową i skarciłem się w myślach. Koniec z tymi niedorzecznymi rozmyślaniami. Mimo wszystko nie potrafiłem oderwać wzroku od sylwetki Himemiyi. Nie, żeby porażała gracją, czy coś. Wręcz przeciwnie, była zadziwiająco niezdarna. Tak naprawdę sam nie wiedziałem, co w niej przyciągało mój wzrok. W końcu nie wyróżniała się niczym atrakcyjnym. Była ładna, ale żadna z niej piękność, a charakter miała raczej spokojny, bo chyba nigdy nie miałem okazji się z nią pokłócić. Oczywiście, uwielbialiśmy się sprzeczać, lecz żadne z nas nie brało tych dogryzanek na poważnie. 
               Zamrugałem, kiedy doszło do mnie, że od kilku sekund wpatruję się prosto w czekoladowe oczy szatynki. Ona również mi się przyglądała z właściwym, sobie łagodnym zainteresowaniem. Znałem to spojrzenie jeszcze sprzed dwóch lat. Zawsze obdarzała mnie nim, kiedy przez dłuższy czas na nią patrzyłem, albo nie potrafiła mnie zrozumieć.
                    — Coś nie tak? — spytała, siadając przy stole. 
               Z wahaniem odwróciłem w końcu wzrok i wyszłem z kuchni, nie racząc Shōri żadnym słowem wyjaśnienia. Czułem jednak jej zaciekawione spojrzenie na plecach.


~•★•~

S H Ō R I


               No tak. Typowy Uchiha. Najpierw się w ciebie wgapia, a potem daje dyla, jak wypłosz. Z westchnieniem ugryzłam kanapkę. Co by nie dolegało Sasuke, i tak mi o tym nie powie. Ba! Będzie się zapierał, że nie wie, o czym mówię i że mam jakieś urojenia. 
               Usłyszałam stłumioną piosenkę, którą ustawiłam sobie na dzwonek kilka miesięcy temu. Zerwałam się z krzesła, prawie je wywracając i popędziłam do swojego pokoju. Wpadłam do niego, po czym rzuciłam się na łóżko, wyjmując telefon spod poduszki. Dzwoniła mama. 
                    — Halo?
                    — Cześć, Sho! Wpadniesz do nas dzisiaj? — wypaliła mama na dzień dobry.
               Potrzebowałam chwili, żeby złączyć wątki.
                    — J-jasne. I tak muszę wziąć resztę swoich rzeczy... — wydukałam, nadal trochę oszołomiona. 
                    — To świetnie! Tata przyjedzie po ciebie o piętnastej, okej? 
                    — Okej... — Rozłączyła się.
               Moja mama lubiła załatwiać wszystko szybko. Tak było i tym razem. Westchnęłam ponownie tego dnia i padłam twarzą prosto w poduszkę. Będąc szczera z samą sobą, nie chciało mi się nigdzie dzisiaj jechać, nawet do rodzinnego domu. Najchętniej poszłabym dalej spać. 
                    — Jedziesz dzisiaj do domu? — Uniosłam się na rękach, żeby spojrzeć w czarne oczy Uchihy. 
               Stał na progu mojego pokoju, opierając się o futrynę, ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Dlaczego on był przystojny nawet w wytartym dresie? Zamrugałam, jakby ten piękny obrazek miał mi zaraz zniknąć sprzed oczu (wciąż byłam półprzytomna).
                    — T-tak — Niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego się jąkam...
               Nadal wgapiałam się w swojego współlokatora, jak sroka w gnat. Nawet nie chciałam myśleć, jak ta scena wyglądała z boku, bo zapewne schowałabym się pod biurkiem ze wstydu, ale ja po prostu nie potrafiłam odwrócić wzroku. Znaczy, pewnie bym mogła, gdyby Sasuke to zrobił, ale on także mi się przyglądał, uniemożliwiając mi tym samym ucieczkę.
                    — Hej... — On to prawie że wymruczał! Zaraz umrę, jak nic... — Ty coś ćpiesz, mała? — parsknął, a czar chwili prysł, jakby ktoś przebił mydlaną bańkę. 
                    — Ej! Ja nic nie ćpię! — oburzyłam się. — Poza tym, nie nazywaj mnie „mała”!
                    — Przecież jesteś mała, nie oszukujmy się. — Wyglądał, jakby ta sytuacja coraz bardziej go bawiła! A to szuja!
                    — Jestem niska, okej?! — zawołałam pretensjonalnym tonem. — A niskie dziewczyny są podobno najbardziej rozchwytywane. — Uśmiechnęłam się prowokacyjnie.
                    — Nie rób sobie nadziei! — prychnął, ale dałabym sobie głowę uciąć, że oczy mu ledwo zauważalnie pociemniały. Może i trwało to tylko sekundę, ale ja to widziałam! I nikt mi nie wmówi, że było inaczej!
               Wyszedł z mojego pokoju, jakby go coś goniło, a ja zachichotałam nieco kpiąco. Oto wielki Sasuke Uchiha zwiewa w popłochu, bo prawie by się zdradził, że się mu podobam. Ale ja o tym wiedziałam. Ha! Byłam tego pewna od dawna! To on oszukiwał samego siebie. Cóż, nie miałam zamiaru mu niczego ułatwiać. Sam musi dojrzeć do tego, by przyznać się przed samym sobą do własnych uczuć.
               Wróciłam do kuchni, żeby dokończyć swoje późne śniadanie.

~•★•~

S A S U K E

               Po zamknięciu w swoim pokoju, opadłem ciężko na łóżko. Mieszkanie pod jednym dachem z dawną miłością było trudne. Właśnie... to była dawna miłość! Dlaczego nadal mnie do niej ciągnie? Przecież to nie ma sensu. Tak jak zastanawianie się nad tym. Poczochrałem się po włosach. Jakie to jest wszystko upierdliwe...
               Do moich uszu dobiegł dźwięk esemesa. Wygrzebałem telefon z pościeli i odblokowałem ekran. Od Uzumakiego.

Od: Naruto
Treść:
No siema, Uchiha! Wiem, że uwielbiasz ludzi i że na stówę pójdziesz z nami na karaoke w tą niedzielę! Koniecznie zabierz Shōri-chan! :D Nie przyjmuję odmowy! 

               Prychnąłem i wrzuciłem telefon pod poduszkę. Nie ma bata, nigdzie nie idę. A przynajmniej taki był plan do czasu, aż do mojego pokoju wparowała Shōri. Wyglądała bardziej przytomnie, niż wcześniej i chyba wiedziałem, co ją tak ożywiło.
                    — Sasuke! Właśnie dostałam wiadomość od Naruto! — O nieeee! Ona też?! — Idziemy całą paczką na karaoke jutro! Też idziesz, prawda?
               Patrząc w jej roziskrzone oczy byłem bezsilny. Kiedy patrzyła na mnie tym wzrokiem i uśmiechała się tym uśmiechem... nie potrafiłem jej niczego odmówić. Jednocześnie odezwała się moja własna ciekawość, co do śpiewu szatynki. Odkąd pamiętałem wyła, jakby słoń jej na ucho nadepnął. To by mogło być ciekawe. Chociaż... z tego, co opowiadała Kaya, podobno chodziła na dodatkowe zajęcia do szkoły muzycznej i powoli uczyła się grać na pianinie. To też bym chciał zobaczyć.
                    — Może — bąknąłem, karcąc się zaraz za ten niepewny ton.
                    — Jak się namyślisz, to daj mi znać. — parsknęła, ale entuzjazm nadal od niej buchał.
               Mam przechlapane... Już się nie wywinę... Żeby tą cholerną Himemiyę szlag jasny trafił!


~•★•~

S H Ō R I


               Tata przyjechał kilka minut po piętnastej. Zapakowałam się do auta z walizką pod pachą. 
                    — Hej, Sho. Jak tam? — zagadnął wesoło tato.
                    — Dobrze, a tam? — odparłam zdawkowo, zapinając pas.
                    — Bez fajerwerków. No i? Jak ci się mieszka z Sasuke? — Czy ja w jego głosie dosłyszałam nutkę podejrzliwości?
                    — W sumie całkiem znośnie. W ciągu tygodnia rozmawiamy może dwa razy dziennie. — Zaśmiałam się, nieco wymuszenie, ale tata nic nie zauważył.
                   — Ma aż taki wielki dom?
                   — Nie o to chodzi. Po prostu każde z nas ma swoje zajęcia. — wyjaśniłam. Czas zmienić temat! — A jak tam w domu?
                   — Trochę pusto bez ciebie, ale przynajmniej ciszej. — zachichotał.
                   — Ale zabawne... — prychnęłam.
               Na podobnej rozmowie upłynęło nam pozostałe pół godziny drogi. Tata był jakiś dziwnie przygaszony, ale kiedy go o to zapytałam, powiedział, że jest po prostu zmęczony. Postanowiłam mu zaufać i nie wysuwać pochopnych wniosków. W domu mama przywitała mnie bardziej energicznie, niż się spodziewałam. Mianowicie, rzuciła się na mnie z krzykiem „Shoooooriiiiii”. Zjadłam obiad, gawędząc wesoło z rodzicami, opowiadając o nowej szkole i o tym, jak zmienili się moi przyjaciele z dzieciństwa. Potem poszłam do swojego starego pokoju, żeby spakować resztę rzeczy. O dziwo, wszystko zmieściło się do walizki. Zadowolona z tego faktu, powiedziałam mamie i tacie, że pójdę się przejść po znajomej okolicy. Wyszłam w podskokach z domu, zapinając swoją grafitową bluzę. Mimo że był początek wiosny, chłodny wiatr nadal mi doskwierał. Wtuliłam twarz w ciepły polar i ruszyłam w stronę osiedlowego parku.
               Usiadłam na ławce i zaczęłam przyglądać się różowym płatkom wiśni, które zasypywały całą długość chodnika. Uniosłam wzrok na drzewo, pod którym usiadłam. To także była wiśnia. Przy każdym silniejszym podmuchu wiatru traciła coraz więcej kwiatów. Westchnęłam cichutko. 
                    — Shira, ty cholerny kundlu, wracaj tu! — Aż mnie dreszcze przeszły na dźwięk tego głosu.
               Rozejrzałam się i zamarłam. Goniąc biało-szarego psa husky, chodnikiem biegła Sakura Haruno. Jej słodka buzia wykrzywiała się nienaturalnie, a szmaragdowe oczy skupiały na ściganym zwierzęciu. Wyglądała jak wściekła, różowa bestia, która chce tego psa zabić, a potem zjeść, niźli złapać. Ku mojemu zdumieniu (i przerażeniu) uświadomiłam sobie, że pies biegnie prosto na mnie. Zastygłam w bezruchu, nie bardzo wiedząc, jak zareagować. Kiedy już myślałam, że husky rzuci się w przód, zwalając z ławki mą skromną osobę, ten zatrzymał się tuż przede mną i przyjaźnie położył łeb na moich kolanach. Uśmiechnęłam się szeroko, głaszcząc futrzaka między uszami.
                    — Co jest? Uciekasz przed tą różową wiedźmą? — zachichotałam cicho, a pies z zaciekawieniem przechylił łeb.
              Wówczas podbiegła do mnie zziajana Sakura. Zgięła się w pół, opierając dłonie na kolanach i dyszała ciężko, jakby co najmniej przebiegła sprintem cały maraton. Twarz miała czerwoną, a włosy w nieładzie.
                    — Hej — zagadnęłam, nadal głaszcząc psa. — Chciałaś zamordować to biedne stworzenie, czy jak?
                    — Jesteś... jakaś... głupia? — wyzipała, posyłając mi gardzące spojrzenie. — Próbowałam... złapać tego durnego kundla, bo... nie jest mój... — Odetchnęła głębiej, uspokajając tym samym oddech. — A ty? Co tu robisz?
                    — Tak się składa, że mieszkam. — palnęłam, nie bardzo myśląc nad odpowiedzią. Pies całkowicie pochłonął moją uwagę.
                    — Pfff, wiedziałam, że nie jesteś dobrą partią, ale nie sądziłam, że mieszkasz na ławce w parku. — prychnęła i uśmiechnęła się zwycięsko, jakby powiedziała coś niezwykle zabawnego.
                    — Partią? A co ja jestem? Kartonik mleka w hurtowni? — zakpiłam, w końcu przenosząc spojrzenie ze zwierzęcia na rozmówczynię.
                    — Hm, myślę, że twoje IQ oscyluje gdzieś w okolicy takiego kartoniku mleka. — O żesz, pocisk rodem z gimnazjum... I ona jest o dwa lata starsza? Co jest z tym światem...
                    — Ciekawe rzeczy prawisz, waćpanno, ale ja już sobie pójdę. — westchnęłam, ostatni raz pogłaskałam psa i wstałam.
               Zaczęłam się oddalać, ale nie zaszłam zbyt daleko. Zatrzymał mnie krzyk Sakury.
                    — Hej, czekaj, ja jeszcze z tobą nie skończyłam! 
                    — Ach tak? W takim razie dokończ. — Odwróciłam się w jej stronę. 
               Zmierzyła mnie chłodnym wzrokiem, wyprostowała się i wypięła dumnie pierś. Oho, już wiem, jaki temat poruszy. To było tak proste do domyślenia się, jak zgadnięcie, kto z trzeciej klasy obleje sprawdzian. Oczywiście, że Naruto i Kiba! Przyjaźnij się z idiotami, mówili; będzie fajnie, mówili...
                    — Kim jesteś dla Sasuke-kuna? — DAM DAM DAAAAM! No i wyszło szydło z worka!  
                    — Tym, co widać. — parsknęłam, nie za bardzo chcąc zagłębiać Sakurę w moje relacje z Uchihą. — Przyjaciółką z dzieciństwa i współlokatorką. 
                    — Ta, jasne. — prychnęła, splatając ręce pod biustem. Nie, chwila... Jakim biustem... (Shōri-turbośmieszek xD dop.aut.) — Bardzo często jesteście razem, dużo z tobą rozmawia i wiecie o sobie chyba wszystko.
                    — Dziewczyno... czy ty znasz definicję słowa „przyjaciel”? — Jej idiotyzm mnie dobija...
                    — Tak! Ale z resztą naszej paczki nie gada tyle, co z tobą! — pisnęła, niemalże oskarżycielsko. 
                    — Przez „resztę naszej paczki” masz na myśli siebie, prawda? — Do przewidzenia. Sakura nie była zbyt skomplikowana. Można by nawet powiedzieć, że była prosta, jak konstrukcja cepa. I płaska, jak deska, hehe (co ja mam z tym dzisiaj? XD dop.aut.).
                    — N-nie! — Ha! Zdradziła się tym zająknięciem! 
                    — Ehe — mruknęłam, nieprzekonana. — Posłuchaj, Sasuke nie jest tylko twój. Niech sam wybierze z kim chce chodzić. 
               Haruno skrzywiła się, jakby przełknęła cytrynę. Czyżby zdawała sobie sprawę, że Sasuke tak naprawdę miał ją gdzieś? Daj Boże! 
                    — Dobra! — krzyknęła, szarpiąc za smycz, na którą zapięła psa. Biedne zwierzę... — Jeszcze zobaczymy, kogo wybierze Sasuke-kun! — I odeszła, ciągnąc bezlitośnie huskiego za sobą.
               Pokręciłam głową, stwierdzając, iż na głupotę Sakury nie ma rady i ruszyłam w drogę powrotną do domu.



~•★•~



               Gdy wróciłam do mieszkania, które dzieliłam z Uchihą, od razu padłam na łóżko w swoim pokoju. Mojego współlokatora nie było w domu, toteż mogłam sobie pozwolić na pełną swobodę. Zdjęłam spodnie, które przeszkadzały mi w wygodnym ułożeniu się i wpełzłam pod kołdrę. Jak mięciutko, jak cieplutko! Dlaczego nie mogę tak spędzać każdego dnia? 
               Leżałam tak sobie, przeglądając internety, aż napisała do mnie Bija. Stwierdziła, że do mnie wpadnie i nie mam nic do gadania. Aha, fajnie. W każdym razie, skoro to także mój dom, to nie muszę się chyba pytać Sasuke, czy ktoś może mnie odwiedzić, co nie? No i czekałam. W międzyczasie zdążyłam rozpakować walizkę, przebrać się w domowe ciuchy i zrobić sobie herbatę. Uchiha już przyszedł. Obserwował mnie, kiedy krzątałam się po kuchni, szukając mojego ulubionego kubka w misie. No tak. Bo po co mi pomóc? Można stać i się gapić. Ale czego ja wymagam... Potem poszłam do siebie, usiadłam przy biurku i upiłam łyk herbaty. Akurat w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Zakrztusiłam się cieczą. Zaczęłam kaszleć tak głośno i dotkliwe, że zwabiło to Uchihę. Natychmiast do mnie doskoczył i poklepał po plecach. 
                    — Tak, uduś się. — mruknął ironicznie, kiedy już się uspokoiłam. — Wybacz, ale nie mam w zwyczaju wynosić trupów w dywanie.
                   — Serio? Wyglądasz na takiego. — zachichotałam, normując powoli oddech. — Idę otworzyć. — dodałam, gdy dzwonek zadzwonił ponownie.
               Wyszłam z pokoju, odprowadzana uważnym spojrzeniem czarnych oczu. Otworzyłam drzwi wejściowe. Na progu stała Bijon, bawiąc się telefonem. Miała na sobie czarną koszulkę z logiem swojego ulubionego zespołu, ciemne dżinsy i grafitowe, wiązane buty za kostkę.
                    — Boże, kobieto, ile ty czasu otwierasz drzwi? — rzuciła opryskliwie na dzień dobry.
                    — Sorry, ale miałam sytuację krytyczną. — mruknęłam, kiedy blondynka zdejmowała buty.
                    — Czyli co?
                    — Jak usłyszała dzwonek do drzwi, z całej tej ekscytacji zakrztusiła się herbatą. — No oczywiście! Sasuke zawsze musi się wtrynić z tymi swoimi komentarzami! — Prawie się udusiła.
               Bija zachichotała, a ja doskonale wiedziałam, że nie mam nikogo po swojej stronie. Yuu, Kaya, gdzie jesteście, kiedy was potrzebuję?! Z westchnieniem wyminęłam tę dwójkę zmór mojego życia i weszłam do pokoju. Na ich docinki nie mogłam nic poradzić. To jak kula wystrzelona z pistoletu. Jak już cię trafi, to albo bardzo boli, albo zdychasz. Jejku, Shōri, jakież pasjonujące porównania... Zdecydowanie nie jest ze mną najlepiej...



~•★•~

S A S U K E

               Miałem do wyboru tonę pracy domowej, albo dwie małolaty, z których jedną najchętniej wyrzuciłbym przez okno. Bez zbędnych rozważań wybrałem zadania z matematyki. Usiadłem do biurka i nawet otworzyłem podręcznik, ale nagle moja komórka zaczęła cyklicznie wibrować. Zerknąłem na wyświetlacz. Dobijał się do mnie Uzumaki. On chyba nie miał swojego życia... Z małym ociąganiem odebrałem.
                    — Halo? — mruknąłem, otwierając zeszyt i biorąc mechaniczny ołówek w dłoń.
                    — Siema, Uchiha! — przywitał się Naruto, jak zwykle radosnym głosem. Skąd się to u niego brało? — Wiesz, mamy mały problem. — Oj, niedobrze. Skoro on mówi, że mamy problem, to mnie na pewno się to nie spodoba. 
                    — O co chodzi?
                    — Tak jakby stoję pod drzwiami do twojego domu. — Co... — I tak jakby zaraz się pojszczam w majty, więc mnie wpuść! 
               Potrzebowałem chwili, żeby odpowiednio zareagować.
                   — Nie — odparłem krótko, szybko i stanowczo.
                   — Co „nie”? — oburzył się Uzumaki.
                   — Nie wpuszczę cię do domu tylko po to, żebyś się wysikał. — prychnąłem.
                   — Ej no, weeeź! Przecież- 
               Nie usłyszałem dalszej części zdania, bo rozłączyłem się i zagłębiłem ponownie w treść matematycznego zadania. Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, lecz ostentacyjnie go zignorowałem. Niech się męczy, cymbał jeden. Zapomniałem jednak o dość ważnym szczególe, z istnienia którego zdałem sobie sprawę, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi od sąsiedniego pokoju i ciche, szybkie kroki. No tak, przecież nie mieszkam już sam! Jak mogłem o tym zapomnieć?! 
               Wypadłem z pokoju, ale było już za późno. Dostrzegłem, jak Shōri odryglowuje drzwi wejściowe, a potem otwiera je na oścież. 
                    — Dzięki ci, Shōri-chan! — zawołał z ulgą Naruto i rzucił się na skonfundowaną dziewczynę. Ni z tego, ni z owego zakłuł mnie w serce jakiś dziwaczny rodzaj zdenerwowania, z którym nie miałem dotąd styczności. Natychmiast zacząłęm tłumić w sobie tą niechcianą emocję, ale nie potrafiłem jej wytępić do zera. Wciąż tliła się we mnie, jak niegasnący, maleńki knot świeczki. — Ten debil nie chciał mnie wpuścić, a ja zaraz popuszczę!
               Himemiya wreszcie zrozumiała, o co chodzi i wybuchła śmiechem. Zauważyłem, że w jej policzkach ukazały się dwa śliczne dołeczki. Mimowolnie zagapiłem się na twarz szatynki, zastygając w miejscu, jak posąg. Zaraz się jednak ocknąłem, gdy Shōri również przytuliła się do blondyna, kładąc mu ręce na plecach. Wcześniejsze zdenerwowanie powróciło ze zdwojoną siłą, a ja w końcu pojąłem, co to było. Zazdrość. Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę ją odczuwam... Jak to się mogło stać? Nie, tak być nie może. 
               Odchrząknąłem znacząco, opierając się o ścianę ze skrzyżowanymi rękami. Oboje na mnie spojrzeli, ale reakcję obojgu były całkowicie różne. Naruto miał wymalowaną żądzę mordu w niebieskich oczach, a Shōri cicho zachichotała. Nie lubiłem, kiedy miała taką minę. Czułem się wtedy tak, jakby wiedziała więcej ode mnie i śmiała się z mojej niewiedzy. To strasznie irytujące.
                    — Zamorduję cię kiedyś, Uchiha... — zagroził Naruto i gdybym był kimś innym, a nie sobą to może bym się go przestraszył. 
                    — Jak masz szczać, to szczaj, Uzumaki. — warknąłem, a jemu chyba się przypomniało, że miał pełen pęcherz, bo odskoczył od szatynki i pognał do łazienki.
                    — Jak zwykle milusi. — westchnęła Himemiya i wyminęła mnie, wracając do swojego pokoju.
               Patrzyłem jeszcze przez chwilę na drzwi, za którymi zniknęła, a potem wróciłem do siebie, chcąc zrobić w końcu te durne zadania.


~•★•~

S H Ō R I

               Następnego dnia obudziło mnie... w sumie sama nawet nie wiem co. W każdym razie otworzyłam oczy i z jękiem przekręciłam się na drugi bok. Byłam zupełnie niewyspana. Po co ja oglądałam Gintamę do czwartej rano? Nakryłam głowę kołdrą, po czym wygrzebałam telefon spod poduszki. Zerknęłam na godzinę. Jedenasta pięćdziesiąt dwa. Mogłam więc spokojnie zasnąć z powrotem. Przytuliłam się do poduszki i zamknęłam przemęczone oczy, ale jak na złość, po kilku minutach leżenia, sen nadal nie chciał nadejść. Co za upierdliwy mózg... Ma w dupie, że ciało jest wciąż zmęczone. Zbuntuje się i nie uśpi myślenia. Bo to przecież logiczne.
               Wstałam ciężko z łóżka. O której miało być to karaoke? Hm... Nie wiem, ale Sasuke by mnie obudził, prawda? Prawda?! Nagły niepokój szarpnął moim biednym serduszkiem. Zamrugałam i ponownie wzięłam telefon do ręki. Weszłam w esemesy. Wyszukałam wiadomość od Naruto, z rosnącym napięciem. Kiedy przeczytałam zdanie „Spotykamy się wszyscy pod Wielką Wiśnią o 12:30” serce we mnie zamarło. Rzuciłam LG na pościel i wyszłam z pokoju niemal biegiem. Zajrzałam do pokoju naprzeciw... pusto. Poszłam do kuchni... też pusto. Łazienka? Puściutko. Sasuke mnie zostawił... Powoli doszło do mnie, że mam pół godziny na ogarnięcie się i dobiegnięcie do Wielkiej Wiśni (ogromnego drzewa przy tutejszej świątyni). Przeczesując co chwilę włosy w nieudolnej próbie uspokojenia nerwów, wyklinałam Uchihę w myślach, jednocześnie przeglądając szafę. Zabiję go. Po prostu zabiję, potnę na kawałeczki, wnętrzności rzucę ptakom na pożarcie, resztę spalę, a prochy zrzucę z jakiegoś urwiska. Tak się nie robi, do cholery!



~•★•~



               Pięć minut przed ustalonym czasem wypadłam z mieszkania i popędziłam pod Wielką Wiśnię. Biegłam sprintem, jakby zależało od tego moje życie. Cholerny Uchiha! Zapłaci mi jeszcze za to! Nie dam mu żyć! Z oddali zobaczyłam, że kilka osób jest już na miejscu, w tym mój zajerąbisty współlokator. Beztrosko gadulił sobie z Shikamaru, Naruto i Kibą. Z wyrazem oczu godnym płatnego zabójcy, ponownie zerwałam się do truchtu. Przyspieszałam z każdą sekundą. 
                    — UUUCHIIIHHAAAA! — krzyknęłam i w pełnym biegu rzuciłam się na Sasuke od tyłu. 
               Kompletnie zdezorientowany tym nagłym ciężarem, nie złapał odpowiednio równowagi i oboje runęliśmy na chodnik. Bogu dziękować, że jego obleśnie, chamskie cielsko zamortyzowało upadek! W każdym razie, siedziałam mu na plecach ze zwycięską miną. Zaraz jednak zostałam zrzucona na ziemię, obijając sobie boleśnie tyłek, bo moja żywa pufa szybko się podniosła.
                    — Co ty wyprawiasz, wariatko?! — naskoczył na mnie brunet, ale ja się tak łatwo nie dam! 
                    — Ty śmierdzący śmierdzielu! Nie obudziłeś mnie! — broniłam się, nadal siedząc na ziemi.
                    — Trzeba było sobie budzik ustawić! 
                    — No wiesz co! Liczyłam na ciebie!
                    — Nie jestem twoim cholernym budzikiem! A tak w ogóle, to nie zostawiaj bielizny na pralce! — Poczułam, że czerwienieję na twarzy.
                    — A ty nie zostawiaj wszędzie swoich brudnych skarpet! To ohydne!
               Kłóciliśmy się tak jeszcze moment, a pozostali przyglądali nam się w osłupieniu. Kątem oka dostrzegłam wcześniej już zauważonych Shikamaru, Naruto i Kibę. Poza nimi byli jeszcze Chouji, Sakura (która zabijała mnie wzrokiem), Ino, Temari, Kayako (oczywiście tuż obok Inuzuki), Yuuki i Hinata. Wszyscy gapili się na nas, jak krowa w pociąg, zupełnie skołowani.
                    — D-dobra, skoro są już wszyscy, to chyba możemy iść... — odezwał się niepewnie Naruto, jako pierwszy wybudzając się z szoku.
                Zgodnie przytaknęliśmy, a Sasuke łaskawie podał mi dłoń, pomagając wstać. Z ciężkim westchniem ją ujęłam. Z niego to jest jednak agent... 


~•★•~


               Kiedy weszliśmy do pomieszczenia, które miało nam dzisiaj służyć, dziewczyny (tak, dziewczyny! Nie chłopcy!) rzuciły się od razu na kanapę, która okalała spory, drewniany stolik. Zamówiliśmy jakieś przekąski i picie, atmosfera była całkiem swojska. Jak zwykle zebraliśmy się w małe grupki, gadając o wszystkim i o niczym. Ja, Kaya, Temari i Yuuki zgadywałyśmy, jakie piosenki chcemy zaśpiewać, mówiąc tylko jeden, wybrany wers. Wykazałam się zajebistością, kiedy Kayako powiedziała „This heart is so cold”, a ja od razu wiedziałam, że to Don't Eda Sheerana. Większy problem miałyśmy z kawałkiem Yuu. Zdradziła tylko „Your heart is unreliable”. W końcu, po dość długich i opornych rozważaniach, wpadłam na odpowiedź.
                    — Czy to Carly Rae Jaspen - This Kiss? — strzeliłam.
                    — Tak! — Yuuki energicznie pokiwała głową. — Już myślałam, że nigdy nie zgadniecie!
                    — To teraz ja! — niemal zapiszczałam, a dziewczyny pokiwały głowami, z pobłażliwymi uśmiechami. — Hm... — Zastanowiłam się chwilę. — She gives you everything but, boy, I couldn't give it to you.
               Sayagara zamrugała i wytężyła mózg, jakby próbowała sobie coś intensywnie przypomnieć. Kaya wyglądała podobnie. Temari w ogóle nie brała udziału w zabawie i pisała z kimś na Facebooku.
                    — Ariana Grande - One Last Time. — powiedział cichy głosik.
               To Hinata! Dotąd siedziała w milczeniu, tylko słuchając, ale teraz się odezwała! I odpowiedziała poprawnie!
                    — Dobrze! — pochwaliłam ją z wielkim uśmiechem. — Teraz twoja kolej!
                    — M-moja? — zmieszała się. — Dobrze, więc... — Zastanowiła się moment. — Itsumo warau keredo boku wa shinken dayo.
               Wszystkie nie miałyśmy pojęcia, co to mogła być za piosenka. Wers nic nam nie mówił. Niespodziewanie odezwała się Temari, nie odlepiając wzroku od wyświetlacza telefonu.
                    — Nana Mizuki - Astrogation.* — Wlepiłyśmy w nią zdziwione spojrzenia.
                    — Doskonale, Temari-san. — potwierdziła Hyuuga, uśmiechając się delikatnie. — Skąd wiedziałaś? To raczej mało znana piosenka.
                    — Czasami ją nucisz, kiedy myślisz, że nikt cię nie słyszy. Z ciekawości wrzuciłam w wyszukiwarkę fragment tekstu i znalazłam to. — wyjaśniła blondynka z prostotą. Hinata poczerwieniała po same uszy.
                    — A-aha... — wydukała, patrząc gdzieś w dół. Biedna...
               Po kwadransie w końcu wzięliśmy się za realizację pierwotnego celu tego wyjścia. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście Naruto wraz z Kibą. Obaj wyli, jakby im kto rodzinę zabił, śpiewając powolne „I Love You” Avril Lavigne. Nie posiadałam się ze śmiechu, kiedy przechodzili do refrenu i wrzeszczeli „YOOOOU'RE SOOO BEEEEAAAAUUUTIIIFUUUL”. Przy takim występie nie dało się być poważnym. Wszyscy praktycznie tarzali się ze śmiechu, wraz z samymi „wokalistami”. Następnie odważnie wystąpiła Yuu. Zaśpiewała „This Kiss” wysokim, zadziwiająco czystym głosem, czym wywołała burzę oklasków z naszej strony. Zachęcona Kaya poszła jako kolejna. Zadziwiło mnie, że spamiętała taką ilość tekstu. W końcu „Don't” miało strasznie długie zwrotki. Byłam pod sporym wrażeniem. Ku zdumieniu zebranych, po Kayako na podest weszła Hinata. Ręcę jej się trzęsły, ale zaśpiewała przepięknie. Miała niespotykaną barwę głosu, która mnie (i pewnie nie tylko mnie) urzekła. A co mi tam! Mogę pójść teraz!


~•★•~

S A S U K E


               Shōri weszła na podest i zaczęła wyszukiwać podkład, a gdy go znalazła, bez wachania kliknęła „start”. Udało mi się dostrzec, jak głęboko odetchnęła. Choć nie dawałem po sobie tego poznać, pękałem z ciekawości. Pierwsze nuty popłynęły. A potem popłynął jej głos.

I was a liar
I gave into the fire
I know I should've fought it
At least I'm being honest

Feel like a failure
'Cause I know that I failed you
I should've done you better
'Cause you don't want a liar


               Z uglą stwierdziłem, że po jej dawnym żężeniu nic już nie zostało. Śpiewała czysto, nieco szeptliwie, ale do tej piosenki świetnie pasował ten mały akcencik.


And I know, and I know, and I know

She gives you everything but, boy, I couldn't give it to you

And I know, and I know, and I know

That you got everything

But I got nothing here without you


               Zauważyłem, że powoli i nieśmiało, do tego małego koncertu dołącza się Kayako. Zaraz po niej Yuuki. Obie cicho nuciły, robiąc za pseudo-chórki.

So one last time
I need to be the one who takes you home
One more time
I promise after that, I'll let you go
Baby, I don't care if you got her in your heart
All I really care is you wake up in my arms
One last time
I need to be the one who takes you home

               Wszyscy przy refrenie zawyli wraz z Himemiyą. Ona sama uśmiechała się, kołysząc delikatnie w rytm muzyki.

I don't deserve it
I know I don't deserve it
But stay with me a minute
I swear I'll make it worth it

Can't you forgive me?
At least just temporarily
I know that this is my fault
I should've been more careful

               Reszta ucichła podczas drugiej zwrotki i Shōri ponownie sama śpiewała, ale byłem pewien, że przy kolejnym refrenie znów się dołączą.


And I know, and I know, and I know

She gives you everything but, boy, I couldn't give it to you
And I know, and I know, and I know
That you got everything
But I got nothing here without you

               Refren nadchodzi! O Boże, Uzumaki już się szykuje... To ja się lepiej odsunę, bo jak mi toto wrzaśnie do ucha, to żegnaj słuchu.

So one last time

I need to be the one who takes you home
One more time
I promise after that, I'll let you go
Baby, I don't care if you got her in your heart
All I really care is you wake up in my arms
One last time
I need to be the one who takes you home


               Zgodnie z moimi przewidywaniami, wszyscy zaśpiewali refren, lecz dalej szatynka znów śpiewała sama, już do samego końca.


I know I should've fought it
At least I'm being honest
But stay with me a minute
I swear I'll make it worth it
'Cause I don't wanna be without you

So one last time
I need to be the one who takes you home
One more time
I promise after that, I'll let you go
Baby, I don't care if you got her in your heart
All I really care is you wake up in my arms
One last time
I need to be the one who takes you home

One last time
I need to be the one who takes you home

               Po pomieszczeniu, niczym grzmot błyskawicy, przetoczyła się burza oklasków. Zdyszana Shōri zeskoczyła z podestu i padła na kanapę pomiędzy mną, a Sakurą (Bogu dzięki!). Różowowłosą tak to oburzyło, że wstała gwałtownie, chwyciła za mikrofon, leżący na stole i weszła na podest dumnym krokiem. Jej mina wręcz krzyczała „Ja też tak umiem!”. Szczerze wątpię. Zaczęła szukać podkładu. 
                    — O nieee — Usłyszałem jęk Ino. 
                    — Co? — Chciała wiedzieć Himemiya.
                    — Jakby to... — zawahała się blondynka. — Sakura nie jest- 
               Przerwało jej okropne pianie, dobywające się z ust Haruno. Dopiero po kolejnych kilku wersach zrozumiałem, że ona śpiewa. A przynajmniej próbuje śpiewać, bo do śpiewu temu czemuś było daleko. Kompletnie nie potrafiła wczuć się w muzykę i ogólnie „Call Me Meybe” w jej wykonaniu nadawało się doskonale, jako narzędzie tortur. Można dostać raka uszu...
                    — Sakura nie jest dobrą wokalistką! — przekrzyczała przyjaciółkę Yamanaka. 
                    — No co ty nie powiesz? — rzuciłem pogardliwie w odpowiedzi. Shōri zachichotała.


~•★•~

S H Ō R I


               Po iście powalającym występie Sakury (dosłownie! Spadłam z kanapy ze śmiechu!) nikt już nie kwapił się do śpiewania. Zaczęliśmy więc rozmawiać. Oparłam się wygodnie, zajadając się chipsami.
                    — Yuu, muszę iść jutro do szkoły? — zapytałam, kładąc czoło na podciągnięte pod brodę kolana.
                    — Możesz iść do psychiatry! — parsknęła, a ja wybuchłam śmiechem.
                    — Jakie to suche! — wydukałam pomiędzy salwami śmiechu.
                    — Wiem! — Wyglądała na dumną z siebie.
               Jezusku, z kim ja się zadaję? No tak, pokręcona ja, pokręceni znajomi! 
               Po godzinie wszyscy zaczęli się zbierać. Całą gromadką wyszliśmy z budynku, a potem rozeszliśmy się w swoje strony. Wraz z Sasuke, po dotarciu do domu, zdjęliśmy buty i ruszyliśmy do swoich pokoi. Kiedy już miałam zamykać drzwi, usłyszałam ciche mruknięcie:
                    — Ładnie zaśpiewałaś... — A potem trzaśnięcie drzwi. 
               Czy mi się to aby nie przesłyszało? Bo jeśli nie, to Sasuke właśnie mnie skomplementował. No co się dzieje z tym światem, doprawdy...


~•★•~


*Nana Mizuki to w anime „Naruto” i „Naruto Shippuuden” seiyuu Hinaty Hyuugi.

Witajcie, koteczki!
Tak strasznie długo pisałam ten rozdział! ;_; 
Ale w końcu jest i to się liczy!
Następny nie wiem, kiedy xD Obserwujcie procenty!
Z dedykacją dla Hinaty, która tyle czekała na ten rozdział! <3

Pozdrowionka!
Shōri




piątek, 5 lutego 2016

2. Współlokator, czyli jak wytrzymać z Uchihą pod jednym dachem.

S H Ō R I

               Zapięłam zamek błyskawiczny walizki. Bardzo mi się to nie podobało, ale wszystko już było postanowione... Poza tym, chyba nie potrafiłam się przyznać przed samą sobą, że ciekawi mnie teraźniejszy Sasuke. Zapamiętałam go jako zamkniętego w sobie, wrażliwego chłopaka, który zwierzał mi się w trudnych dla niego momentach. Byłam także pewna, że przez co najmniej tydzień będziemy się do siebie przyzwyczajać. Będzie niezręcznie, czułam to w moczu!
                   — Gotowa? — Do pokoju zajrzała mama.
                „Nie! Absolutnie nie! Najchętniej schowałabym się pod łóżkiem, wpierdzielając solone chipsy i grając w LoLa!”. Kiwnęłam głową.
                    — To dobrze. Tata już czeka w aucie. — I wyszła.
               No tak, dla rodziców wszystko było proste! A co ja mam powiedzieć? Będę sobie mieszkać z Sasuke i, kurde, robić mu obiadki! Wprost cudnie!
               Chwyciłam walizkę, po czym wyszłam, zostawiając za sobą mój piękny, kochany, poobklejany plakatami pokój na kolejne trzy lata. Kurdełę, aż mi się smutno zrobiło... Gdy byłam już przy aucie, spojrzałam na dom, a potem na mamę.
                    — Papa, mamo. — szepnęłam, przytulając się do rodzicielki.
               Odwzajemniła gest, uśmiechając się, tak po matczynemu.
                    — Ucz się pilnie, przyjeżdżaj w weekendy i dużo dzwoń, dobrze? — powiedziała z czułością, której się po niej nie spodziewałam.
               Moja matka, choć sprawiała wrażenie wspaniałomyślnej, łagodnej kobiety, w rzeczywistości była naprawdę przebojową osobą. Kochała imprezy, wyjścia ze znajomymi i, kiedy zachodziła taka potrzeba, potrafiła wykazać się ciętością języka. Trochę słabo, że nie odziedziczyłam po niej żadnej z tych cech.
               Wsiadłam do samochodu na przednie siedzenie obok taty. Właśnie, tatko! Zapomniałam wam o nim co nieco poopowiadać! Więc mój tata mógłby występować w kabarecie. I nie, nie chodzi o to, że komicznie wygląda. Po prostu jego niektóre teksty mnie rozwalają. Poza tym, zawsze przybiera postawę beztroskiego tatuśka. Ale za to go kocham.
                    — I jak, piękna Mery? Możemy jechać? — Tata uwielbiał wynajdować dla mnie jakieś dziwaczne przezwiska, ale cóż... przyzwyczaiłam się.
                    — Tia — mruknęłam bez przekonania.
                    — Ech, a ty jak zwykle jojczysz. Jesteś taka sama, jak twoja matka. — Typowy tata.
                    — Wiesz, nie widziałam się z Sasuke od dwóch lat, a teraz mam z nim mieszkać. Nic dziwnego, że trochę się cykam. — odparłam z lekkim oburzeniem.
                    — Nie przesadzaj! — zawołał wesoło tata. — Nie będzie tak źle! Sasuke zawsze za tobą łaził, jak byliście mali. Wątpię, żeby tak nagle cię znielubił.
               Żebyś się nie zdziwił, tatku...
                    — A co jak ma dziewczynę? — spytałam w przestrzeń. — Przecież ja rzygnę, jak będą się mizdrzyć tuż pod moim nosem!
                    — Zrób im zdjęcia i zaszantażuj, że jak nie przestaną, to opublikujesz je na stronach dla dorosłych. — podsunął tato tak zwyczajnym tonem, jakby doradzał mi w wyborze dzisiejszej pary spodni.
                    — Dobreee! — przyznałam, uśmiechając się szeroko.
                    — Zawsze do usług! — zaśmiał się tata. — To co? Ruszamy?
               Pokiwałam głową i tata odpalił silnik. Całą drogę przesiedziałam z oczami wlepionymi w okno, lecz nie dostrzegałam mijanych ulic, budynków i ludzi. Pogrążyłam się w zmartwieniach dotyczących najbliższej przyszłości.


~•★•~


               Kiedy auto się zatrzymało, poczułam, jak jakaś niewidzialna siła ściska mój żołądek. Stres mnie dopadł, no zarąbiście.
                    — Jesteśmy! Nie jestem pewien, gdzie dokładnie to jest, ale Sasuke podobno stoi gdzieś tutaj. On cię zaprowadzi. — Tata zaczął się rozglądać, aż po kilku chwilach utkwił wzrok w jednym punkcie. — O, tam jest! Żesz ty, muszę przyznać, że wyprzystojniał chłopak! A pamiętałem go, jako takiego płaczliwego wypierdka.
               Nie odpowiedziałam, bo gdy powędrowałam za spojrzeniem taty, niemal odjęło mi mowę. O ścianę jednego z budynków, tuż obok niezapalonej jeszcze latarni, opierał się Sasuke. Zawzięcie stukał palcami w wyświetlacz komórki, zapewne z kimś pisał. Cóż, z obrazu chłopca, który trzymałam w głowie pod etykietką „Sasuke” ostały się tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, włosy. Nadal miał hebanową, szpiczastą czuprynę, a proste pasma włosów okalały jego twarz. Nieco za długa grzywka do połowy przysłaniała jego oczy. Właśnie, oczy... To była druga rzecz, która mi się zgadzała. Czarne jak noc, wciągające jak czarna dziura. Reszta jednak to była inna bajka. Nie był wysoki, ale też na pewno wyższy ode mnie o co najmniej pół głowy. Miał niezwykle jasną cerę, która doskonale kontrastowała z jego włosami. Rysy twarzy zaś (bo to w nich tkwił największy szkopół) sprawiały, że wyglądał idealnie. Naprawdę. Sasuke Uchiha był ciachem jakich mało i ja, Shōri Himemiya, właśnie to przyznałam! Kurdełę, i ja mam z nim mieszkać w jednym domu przez trzy lata? Nigdy przed nikim bym się do tego nie przyznała, ale zrobiło mi się gorąco.
               Wysiadłam z auta na miękkich nogach, kompletnie skonfundowana i coraz bardziej zestresowana. Spokojnie, Shōri, nie masz się czym denerwować! To tylko Sasuke, który w dwa lata przeszedł istną transformację z wrażliwego chłopca w super ciacho. Ech, nie umiem się motywować...


~•★•~

S A S U K E


               Jezu, czy Sakura naprawdę musi mnie zadręczać tymi wiadomościami na Facebooku? Nie dość, że widzimy się praktycznie każdego dnia, to ta śle mi jeszcze milion wiadomości dziennie. Co z nią jest nie tak?
               Kątem oka dostrzegłem, że niedaleko zajechał samochód. Tknęło mnie dziwne przeczucie, że wiem, kto z niego wysiądzie, dlatego oderwałem wzrok od ekranu i utkwiłem go w wysiadającej dziewczynie. To była Shōri? Okej, tego się nie spodziewałem. Gdzie się podziała ta mała beksa, która przywodziła na myśl dziewczynkę z podstawówki? Mimowolnie zacząłem porównywać obraz Shōri z mojej głowy i ten, który widziałem teraz przed sobą.
               Nadal była niska, niższa ode mnie i to sporo. Jej ciemnobrązowe włosy, które kiedyś z ledwością zakrywały łopatki, teraz ciągnęły się lśniącymi kaskadami niemalże do bioder. Grzywka przysłaniała delikatnie jej lewe oko, choć widziałem wsuniętą w nią wsuwkę. Nadal miała czekoladowe oczy, których ciepła barwa potrafiła koić nerwy. To, co było dla mnie największym zaskoczeniem (a nie powinno, w końcu minęły dwa lata) to jej figura. Dobra, miała piętnaście lat, w tym roku kończyła szesnaście, ale to, co dostrzegłem po dłuższych oględzinach wbiło mnie w chodnik. Shōri miała idealne proporcje – zaokrąglone biodra, doskonale widoczne wcięcie w talii i średniej wielkości biust, który tworzył widoczną wypukłość na białym T-shircie.
                Wyglądała na zestresowaną. Unikała mojego wzroku, jak ognia, co musiało nie być dla niej proste, bo nieustępliwie wlepiałem spojrzenie w jej twarz. Za nią szedł jej ojciec, Takachiro Himemiya. Lubiłem go, choć miał trochę niewyparzony język.
                    — Witaj, Sasuke! Kopę lat! — zawołał wesoło. — Przywiozłem Shōri, wedle obietnicy.
                    — Dzień dobry — odrzekłem uprzejmie, ponownie zawieszając oczy na jego córce.
                    — Hej — mruknęła szatynka, nadal unikając mojego wzroku.
               Pan Himemiya postawił nie za dużą, granatową walizkę obok dziewczyny, po czym wyprostował się i uśmiechnął się do córki.
                    — No, ja już lecę, dzieciaki! — Przygarnął do siebie Shōri, a ta wtuliła się w ojca, jak mały miś koala. Boże, czy ja naprawdę użyłem tego porównania? — Widzimy się w weekend, mała?
                    — Tak — odparła, a ja w końcu mogłem określić brzmienie jej głosu. — Dopilnuj tylko, żeby mama nie zrobiła tej ohydnej pasty z makreli, bo inaczej nie przyjadę. — Uśmiechnęła się uroczo.
                    — Dobra, dobra — parsknął jej ojciec.
               Zaraz potem pan Himemiya odjechał, a ja zostałem sam na sam z Shōri. Patrzyła przez moment za oddalającym się samochodem, a potem odwróciła się do mnie przodem i zmierzyła całą moją aparycję badawczym wzrokiem.
                    — Zmieniłeś się. — powiedziała miękko, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
                    — I vice versa — odparłem ostrożnie.
                Może i znałem ją niemal przez całe życie, ale kto wie, jak bardzo się zmieniła przez te dwa lata? Może przecież w nawet najmniejszym stopniu nie być osobą, którą znałem. Ja sam nie byłem już taki, jak dawniej.
                    — Toooo... — zaczęła niepewnie, kołysząc się na piętach. — może wejdziemy do środka? Trochę głupio stać tak na ulicy.
               Kiwnąłem głową i ruszyłem w dobrze sobie znanym kierunku. Shōri poderwała walizkę z ziemi i pomknęła za mną.


~•★•~

S H Ō R I

               Weszliśmy do klatki schodowej niewielkiego bloczku, a potem wdrapaliśmy się po schodach na drugie piętro. Naprawdę nienawidzę schodów... Są zbyt upierdliwe. O nie, zaczynam gadać, jak Shikamaru! Boże Yato*, za co mnie tak karzesz?! 
              Sasuke zatrzymał się przed pierwszemi drzwiami, poszperał chwilę w zamku i wszedł do środka. No tak, zero manier. Kolejna rzecz, która się w nim nie zmieniła. Poszłam za nim posłusznie, niczym spłoszony szczeniaczek. Cała ta sytuacja nadal mnie przerażała. No bo kurde! Jak dotąd nigdy nawet nie zaprosiłam chłopaka do domu, a teraz sobie z jednym mieszkam! To jest dziwne!
                     — Tu jest twój pokój. — Uchylił jedne z pary mieszczących się na przeciwko drzwi. — Pokój naprzeciw jest mój i byłbym wielce szczęśliwy, gdybyś do niego nie wchodziła.
               Miałam ochotę głośno prychnąć, ale powstrzymałam się i tylko pokiwałam głową. Sasuke bez słowa wszedł do siebie, zostawiając mnie kompletnie samą. No tak. Mogłam się tego spodziewać. To już nie był ten Sasuke, który chodził za mną krok w krok i domagał się mojej uwagi. I muszę powiedzieć, że trochę mnie to zabolało.
               Z westchnieniem weszłam do swojego nowego pokoju. Był... pusty. Znaczy, wszystkie niezbędne meble się w nim znajdowały, ale nic poza tym. Żadnego śladu po jakimkolwiek stylu, osobowości, po tym, że kiedykolwiek ktoś tu mieszkał. O nieee, tak nie będzie! Jak nic, poobwieszam wszystkie ściany pierdyliardem plakatów, rysunków i obrazków. No i trzeba zainwestować w rolety. W końcu co to za pokój otaku, z którego nie można zrobić ciemnicy? 
               Rzuciłam bagaż na idealnie zaścielone łóżko, burząc tym samym panujący na nim ład. W końcu w moim pokoju zawsze panuje burdel, mieszkając tu nie mogłoby być inaczej. Odpięłam walizkę. Na wierzchu leżał mój nowy mundurek szkolny. Podobał mi się. Składał się z białej koszuli, czarnego żakietu (który i tak zamierzałam zastąpić swetrem), hebanowej spódniczki w czerwoną kratkę i czerwonej wstążki. 
               Odłożyłam mundurek na biurko. Jak na razie nie był mi potrzeby. Zaczęłam układać swoje ubrania w niewielkiej komodzie naprzeciw łóżka. Mimo że walizka sprawiała wrażenie małej, to mieściło się w niej sporo rzeczy. Oczywiście nie wzięłam wszystkiego. Resztę miałam zamiar zabrać w weekend. 
               Kiedy skończyłam układać, chwyciłam za foliówkę z moimi wszystkimi przyrządami do niezbędnej higieny. Jako że szanowny pan Uchiha zamknął się w swoim pokoju, musiałam sama znaleść łazienkę. Nie miałam z tym większych kłopotów. Było to małe, lecz eleganckie pomieszczenie, pokryte czarnymi kafelkami, z białą umywalką, wanno-prysznicem i małą szafeczką. Nad krawędzią wanny wisiała niewielka półka z kilkoma butelkami, najpewniej były to szampony, odżywki i inne tym podobne duperele. Postawiłam tam swoje przybory, na umywalce swoją szczoteczkę do zębów, a na haczyku powiesiłam ręcznik. Chyba styknie.
               Wróciłam do siebie i usiadłam na rozmemłanym już łóżku. I co teraz? Nie pozostało mi chyba nic innego, jak pozwiedzać internety. Wyciągnęłam więc laptop.


~•★•~


               Kolejny tydzień był jednocześnie nudny i ciekawy. Ja i Sasuke, mimo że mieszkaliśmy w jednym domu, widzieliśmy się może dwa razy dziennie. Jakimś niewypowiedzianym cudem unikaliśmy się świetnie na tych kilkudziesięciu matrach kwadratowych. Nie mogłam się jednak przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy. Poza tym, kontakt, jaki utrzymywałam z Kayako i Bijon ograniczał się do dzwonienia, fejsbókowych wiadomości i esemesów. Było mi z tym źle i szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać rozpoczęcia roku szkolnego. Czas zleciał zadziwiająco szybko.
               W dzień rozpoczęcia obudziłam się trochę za wcześnie, jeszcze przed budzikiem. Był to dla mnie doprawdy zadziwiający wyczyn. Wstałam, przeciągnęłam się i wyszłam z pokoju. Oczywiście popełniłam tym samym błąd. Zapomniałam zupełnie, że nie jestem w tym domu sama (tylko ja tak potrafię) i weszłam do kuchni tylko w czarnym, luźnym podkoszulku i majtkach. Zastygłam, gdy zobaczyłam, że przy stoliku, popijając spokojnie kawę, siedzi Sasuke. Kiedy mnie dostrzegł, on także zamarł w bezruchu. Dałabym sobie głowę uciąć, że patrząc na moje odkryte niemal całkowicie nogi, jego oczy dziwnie rozbłysły. 
               Wstrzymałam oddech, po czym zwiałam do siebie, szybciej, niż myślałam, że potrafię. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się na chwilę o nie plecami. „Nigdy nie wychodź z pokoju w piżamie” zakodowałam sobie w głowie. Ubrałam się szybko w mundurek, naciągnęłam sweter i czarne zakolanówki (podkolanówki są lamerskie!). Dopiero, kiedy miałam na sobie całkowity komplet stroju zebrałam w sobie na tyle odwagi, żeby wyjść z pokoju. 


~•★•~

S A S U K E

               Droga do szkoły była prosta, jak budowa cepa. Wystarczyło iść prosto przed siebie. Shōri szła jakiś metr za mną i siedziała ciechutko, jak mysz pod miotłą. Czyżby nadal krępowała się tym zajściem w kuchni? W sumie, nie było to wcale takie dziwne. Poza tym, musiałem przyznać przed samym sobą, że na widok odkrytych nóg dziewczyny zrobiło mi się cieplej. Potwierdziłem swoje obserwacje, dotyczące jej idealnych proporcji.
               Zerknąłem na nią przez ramię. Nawet w szkolnym mundurku, który miałem okazję oglądać niemal codziennie przez dwa lata wyglądała dobrze. No tak, w końcu ładnemu we wszystkim ładnie. 
               Nagle Himemiya uniosła wzrok, lecz nie na mnie, a na coś przed sobą. Jej oczy pojaśniały. Podążyłem za spojrzeniem dziewczyny i kogo dostrzegłem? Dwie nastolatki, jedna ruda, druga blond, stały przy bramie. Dobrze wiedziałem kim były.
               Ta niższa, ubrana w pełny mundurek z marynarką i czarnymi, kryjącymi rajtuzami, miała doprawdy uroczą aparycję. Jej długie, ogniste włosy sięgały do pasa, a ich końcówki wywijały się na wszystkie strony. Patrzyłem właśnie na Kayako Kureharę. Cóż, była słodka, ale całkowicie nie w moim typie. 
               Ta wyższa, w bluzie narzuconej na koszulę i zakolanówkach przypiętych paskami od pończoch, ginącymi pod spódniczką, prezentowała się trochę dziwnie, ale to była Bijon. Od zawsze lubiła być indywidualistką. Ze zdumieniem zauważyłem, że ścięła włosy. Odkąd pamiętałem nosiła strasznie długi kucyk, a teraz kosmyki sięgały ledwo do jej brody. 
               Nim się zorientowałem, Shōri wystrzeliła w stronę przyjaciółek, jak pocisk. One także ją dostrzegły, a Kayako zaczęła wesoło wymachiwać rękami.
                    — Kayaa, Bijaa! — Szatynka rzuciła się na nie, jak spragnione czułości kociątko. 
                    — Hejka, Sho! — odrzekła Kayako, również przytulając przyjaciółkę. 
                    — Siema, stara! — przywitała się Bijon. — Dawno się nie widziałyśmy.
                    — Czy ja wiem? Tydzień to nie tak dużo. — parsknęła Kurehara. — Ale ciebie nie widziałam znacznie dłużej, Sasuke! 
                    — Wzajemnie, Kayako. — odparłem zdawkowo.
                    — Ooo, Sasuke! — Bijon się ożywiła.— Muszę powiedzieć, że wyrosłeś! W końcu jesteś wyższy ode mnie! 
               No tak. Typowa Bijon. Przez całe moje dzieciństwo dokuczała mi, z powodu mojego niskiego wzrostu. Teraz mogę z czystym sercem powiedzieć, że ją przerosłem, choć różnica wynosiła kilka marnych centymetrów. 
                    — Ty raczej powinnaś płakać, bo z takim wzrostem nigdy nie znajdziesz sobie faceta. — odgryzłem się bez mrugnięcia okiem, a Shōri i Kayako parsknęły śmiechem, zakrywając usta dłońmi. Jeden zero dla Uchihy.
               Blondynka zmrużyła groźnie swoje zielone oczy.
                    — O proszę, a jaki pyskaty się zrobił. — prychnęła, przyglądając mi się z wyższością. Nie wiedziała jeszcze, że to ja tak patrzę na innych, a nie inni na mnie. — A pamiętam cię jako małego, zasmarkanego dzieciaka, który pałętał się za Shōri, jak cień.
               Dobra, wyrównała do jeden jeden. Temat mojej szczenięcej miłości do Shōri był zakazany i chociaż Bijon doskonale o tym wiedziała, nie zawahała się go poruszyć. Skoro tak chce się bawić, to proszę bardzo.
                     — Och, ja za to pamiętam cię jako dziewczynkę tak brzydką, że dorośli mylili cię z chłopcem, a koledzy w szkole przezywali „bizon”. — warknąłem kpiąco. 
               Kushicie aż zaparło dech z oburzenia, a ja poczułem ogromną satysfakcję. 
                     — Taaaak, starczy tego, moi drodzy! — zawołała nieco nerwowo Kaya. Tia, zarzegnywacz wszelkich konfliktów zawsze na posterunku. — Ej, chwila... te blond włosy... Naruto?
               Podążyłem za spojrzeniem rudowłosej i rzeczywiście zauważyłem Uzumakiego. Rozmawiał o czymś z Kibą, a widząc skupienie na jego twarzy, mogłem się domyślić, że chodziło albo o jedzenie, albo gry. No life na zawsze pozostanie no lifem. Właśnie, a jak już o no lifach mowa... zwróciłem wzrok na Kayako. Tak jak sądziłem, zapatrzyła się na Inuzukę, jak w obrazek. Czyżby stara sympatia wróciła?
                    — O, faktycznie! — ucieszyła się Shōri. — I Kiba! Chodźmy się przywitać! 
                    — Jestem absolutnie za! — pisnęła Kaya i popędziła w stronę chłopaków. 
               Za nią pomknęła Himemiya, ciągnąc za sobą nadal nabzdyczoną Bijon. Z westchnieniem ruszyłem w ślad za nimi. 


~•★•~

S H Ō R I

                    — Kibaaaa! — Kayako rzuciła się na szatyna, nim ten zorientował się, o co chodzi.
                    — Kaya?! — Się chłopak zdziwił.
                    — Nie, święty Paweł! — parsknęła, ale wciąż była w niego wtulona. 
                    — Ja cie, ale za tobą tęskniłem! 
               Również ją przytulił i uniósł w górę. Scenka ta wyglądała tak uroczo, że nie potrafiłam powstrzymać przeciągłego „aawwuuuu”. Bijon i Sasuke spojrzeli na mnie, jak na rasowego debila, a ja posłałam im tylko wzrok mówiący: „no co?”. 
                    — Kaya! Sho! Bija! — Naruto rzucił się na mnie, jak Kayako przed chwilą na Kibę i niemal zgniótł mi żebra swoim niedźwiedzim uściskiem. 
                    — J-już dobrze, Naruto! D-dusisz mnie! — wysapałam.
                    — Styknie, Uzumaki. — odezwał się mrukliwie Uchiha i odciągnął ode mnie blondyna. 
                    — A co to za kółko wzajemnej adoracji? — Usłyszałam parsknięcie za swoimi plecami.
               Odwróciłam się energicznie. Była to Temari, a za nią czaiły się jakieś dwie inne dziewczyny, których nie znałam. Jedna była niska, ale oczywiście wyższa ode mnie. Miała krótkie, nastroszone, różowe włosy, a zamiast czarnej marynarki ubrany miała nieco za duży, beżowy sweter. Na nogach widniały białe, bawełniane zakolanówki. Druga, wyższa, o długich włosach koloru zimnego blondu spiętych w wysoki kucyk i błękitnych oczach... a przynajmniej jednym, bo drugie zakrywała gruba warstwa grzywki, wyglądała, jak rasowa modelka. Jej mundurek był idealnie założony i wyprasowany. 
               Mimo sympatycznej powierzchowności obu dziewczyn, od razu mi nie przypasowały. Och, i to wcale nie wynikało z moich uprzedzeń, czy coś! Blondi rzucała nieprzychylne spojrzenia nadal tulącym się Kibie i Kayi, to raz. Różowa mierzyła wzrokiem snajpera namierzającego cel to mnie, to Bijon, to dwa. 
                    — Temari! Kopę lat! — Ukryłam całkowicie swój niepokój i skupiłam się na dziewczynie w czterech kitkach. 
                    — Temari! — zawołała Bijon, zbliżając się do nas. — Jak się ma moja ulubiona jędza po tych dwóch latach?
                    — Zarąbiście! A ty, bizonku? — odgryzła się Temari z kpiącym uśmiechem na twarzy.
               Kushita zacisnęła usta w wąską kreskę, ale odpowiedziała równie jadowitym uśmiechem.
                    — Też świetnie. Dzięki, że pytasz. Widzę, że dalej nosisz to coś na swojej głowie, co zwiesz “fryzurą„. — syknęła Bija, wbijając rozeźlone oczy w No Sabaku. 
                    — Och, a ty ścinając włosy, chciałaś bardziej upodobnić się do chłopaka? W dzieciństwie nieźle ci szło. — odwarknęła Temari.
               Kushita zasyczała dziko i ruszyła na No Sabaku szybkim krokiem. Już miałam zainterweniować, kiedy przed oczami mignęło mi coś rudego i znalazło się pomiędzy rozwścieczonymi dziewczynami. No tak, Kayako miała wbudowany w mózg radar na konflikty między swoimi przyjaciółmi. 
                    — Hej, hej, starczy tego! — zawołała nieco znudzonym głosem. — Dobrze wiemy, że teraz się na siebie rzucicie, tak kończy się każda wasza sprzeczka, ale może nie tutaj i nie teraz? 
               Bijon wydała z siebie tylko dumne “hmpf!„ i odwróciła się tyłem do swej odwiecznej rywalki. Odkąd pamiętam zawsze ze sobą rywalizowały, kłóciły się i szarpały za włosy. Nic się nie zmieniło przez te dwa lata rozłąki. 
                    — O, właśnie. Nie przedstawiłam was. — Po zreflektowaniu, No Sabaku zwróciła się do dwóch obcych dziewczyn. Obie przyglądały się to mnie, to nabzdyczonej Bijon, to śmiejącej się nerwowo Kayako. — Sakura, Ino, to jest Himemiya Shōri — Wskazała na mnie. — Kurehara Kayako — Kaya pomachała wesoło, ale żadna z dziewczyn nie odwzajemniła gestu. — i Kushita Bijon. — Bija tylko zmierzyła groźnym spojrzeniem nowe koleżanki. — Sho, Kaya, Bija, to jest Haruno Sakura — Gest na różową. — i Yamanaka Ino. — Gest na blondi. 
               Zapanowała dosyć krępująca cisza, która nie była w żadnym stopniu naturalna. Z jakiegoś powodu te dwie dziewczyny – Ino i Sakura – były do nas wrogo nastawione, a mnie bardzo nie podobał się taki stan rzeczy. 
                    — Dzień dobry wszystkim... — Usłyszęliśmy cichy głosik.
               Wszyscy odwrócili się jak jeden mąż w kierunku właścicielki głosu. Aż mi dech zaparło na widok prześlicznej, granatowowłosej dziewczyny o dużych, śnieżnobiałych oczach, obramowanych gęstymi, czarnymi rzęsami.
                    — O, cześć, Hinata! — zawołał radośnie Naruto, szczęśliwy, że niezręczna cisza dobiegła końca. 
               To jest Hinata? A pamiętałam ją jako takie nieśmiałe, brzydkie kaczątko, bojące się odezwać w towarzystwie większym, niż dwie osoby. No proszę, jak wypiękniała przez dwa lata!
                    — Shōri-san? Och, dawno się nie widziałyśmy. — przywitała się uprzejmie Hyuuga. W końcu to panienka z dobrego domu. Maniery ma wypisane na czole.
                    — Hej, Hinata. Aleś się zmieniła! Wyładniałaś, wiesz? — odparłam sympatycznie.
               Moja rozmówczyni zaczerwieniła się jak piwonia, ale nie odwróciła wzroku. Hm, mimo że stała się trochę odważniejsza, nadal pozostawała niezwykle wrażliwa i strachliwa. 
                    — D-dziękuję... — wyjąkała pod nosem, zupełnie już rumiana na twarzy. — Ty też się zmieniłaś, Shōri-san. Pamiętam, że zawsze nosiłaś krótkie włosy.
                    — Wiem — Odruchowo przeczesałam dłonią długie, brązowe pasma. — Stwierdziłam, że jednak w dłuższych mi lepiej.
               Pogadaliśmy jeszcze chwilkę, a potem weszliśmy do szkoły.


~•★•~


               Rozpoczęcia roku chyba w każdej szkole są takie same. Wszyscy siedzą na krzesłach ustawionych w równych rzędach, pogrupowani klasami, a dyrektor(ka) męczy dzieciaki jakimś cholernie nudnym przemówieniem. Ze smutkiem musiałam przyznać, że ja, Kaya i Bija zostałyśmy rozdzielone do trzech innych klas. Trochę mnie to ubodło, ale byłam dobrej myśli. Może w nowej klasie nie będzie tak źle? 
               Usiadłam na końcu drugiego rzędu klasy 1-A. Rozejrzałam się ostrożnie dookoła. Po mojej prawej siedziała dziewczyna. Przyjżałam się jej dokładniej, bo miała niezwykły, miedziany kolor włosów. Z czystym sercem mogłam powiedzieć, że była prześliczna. Miała średniej długości rudo-brązowe włosy, które kręciły się w urocze loki. Zza szkieł owalnych okularów wyglądały lodowobłękitne oczy. Opuszczała głowę w dół, a wzrok wbijała w ekran białego Samsunga, odpisując na jakąś wiadomość. 
               Musiała poczuć na sobie moje spojrzenie, bo uniosła oczy i skierowała je prosto na mnie. Poczułam, że pieką mnie policzki.
                    — P-przepraszam... — wyjąkałam, od razu uciekając wzrokiem w bok.
                    — Nie szkodzi — odparła dziewczyna miłym dla ucha, melodyjnym głosem. — Jestem Sayagara Yuuki, a ty? 
                    — Himemiya Shōri — Podałyśmy sobie ręce.
               Yuuki okazała się przemiłą osobą, choć skłonną do przesadzania, nieco głośną i czasami wredną. Te cechy nie przeszkadzały nam jednak w swobodnej rozmowie na różne tematy. Dowiedziałam się na przykład, że ona również ogląda anime i wprost przepada za romansidłami. Podyskutowałyśmy o ulubionych tytułach i ogólnie było całkiem sympatycznie.


~•★•~


                    — Sakura cię nienawidzi, wiesz? — parsknęła Temari, kompletnie z dupy, przerywając ciszę.
               Wracałyśmy właśnie do domu, a że Sasuke był kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej (też byłam zdziwiona) musiał zostać trochę dłużej. No Sabaku miała akurat po drodze, więc poszłyśmy razem.
                    — No właśnie wiem. Nie mam tylko pojęcia dlaczego. — odrzekłam z westchnieniem.
                    — Ech, Shōri... jak zwykle nie dostrzegasz najprostrzych rzeczy. — również westchnęła Temari. — To jasne. Sakura kocha się w Sasuke odkąd pierwszy raz się zobaczyli. On oczywiście ma ją w głębokim poważaniu, ale bynajmniej to jej nie zniechęca. Jak dotąd przeganiała wszystkie dziewczyny, które się wokół niego pałętały i ty zapewne nie będziesz wyjątkiem.
               Zamrugałam i dopiero, kiedy sens słów wypowiedzianych przez blondynkę do mnie dotarł, wybuchnęłam stłumionym chichotem. 
                    — Bardzo jestem ciekawa, jak ona chce tego dokonać. Nie jestem łatwym przeciwnikiem, jeśli chodzi o wyrzucanie z gry. Poza tym, mam oczywistą przewagę. W końcu mieszkam z jej... ukochanym — Niemal wyplułam to słowo. — i jestem jego przyjaciółką z dzieciństwa. 
                    — To prawda. Ale Sakura to Sakura. Jest bardziej uparta od osła. Nie da ci spokoju, dopóki Sasuke jasno i wyraźnie nie powie jej, że nie ma u niego szans. A nasz Uchiha, jak widać, uwielbia rolę biernego obserwatora, bo choć traktuje Sakurę, jak niewartą uwagi dziunię, to nigdy nie powiedział jej wprost, żeby dała mu święty spokój. To chyba najbardziej mnie w nim drażni. — warknęła Temari, odruchowo krzyżując ręce na piersi. Zawsze tak robiła, kiedy się denerwowała.
                    — Ciekawe rzeczy prawisz, panno No Sabaku. — powiedziałam z udawaną powagą. — Wezmę twe rady do serca. 
               Przez chwilę panowała cisza, aż blondynka nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. A ja, przetrawiwszy nowo zdobyte informacje, doszłam do wniosku, że nie mam co się przejmować panienką Haruno i jej psiapsiółą Ino. Mogą dać mi w kość, ale to je bardziej zaboli. 
               Chcesz mnie wyzwać na pojedynek, Sakuro? Proszę bardzo! Zobaczymy, kto ostatecznie będzie płakać.


~•★•~


*Yato – postać z anime “Noragami„.

Konnichi wa, minna-san!
Ten rozdział strasznie mi się dłużył, ale wreszcie go skończyłam!
Jak się podoba? Koniecznie napiszcie w komentarzach! :D

Shōri







niedziela, 31 stycznia 2016

Libster Blog Award

Kurdełę, Hina, musiałaś mnie nominować? >< 
Dobra, okej, wcale nie jestem zła >,>
A więc zasady pozwolę sobie skopiować od Hinaty, gdyż nie mam w sobie tyle kreatywności, żeby wyjaśnić to własnymi słowami:
Dostajemy od osoby, która dała nam nominację kilka ciekawych pytanek. Musimy na nie odpowiedzieć. Później my nominujemy kilka blogów i wymyślamy im pytania. W ten sposób możecie się czegoś o nas dowiedzie.
A więc zaczynajmy!
 
1. Co ci najbardziej podoba się w Fairy Tail?
Och, naprawdę dużo rzeczy! Przede wszystkim bohaterowie. Natsu został moim kolejnym mężem, kiedy tylko zaczęłam oglądać drugi sezon xDD Podoba mi się także sama konwencja świata przedstawionego. Lubię walki, magię itp. Poza tym, ujęła mnie wesoła powierzchowność anime, tak pozytywna, że uśmiech sam się pojawia się na twarzy ^^
 
2. Robisz coś poza oglądaniem A&M? Masz inne zainteresowania? 
Mam mało zainteresowań poza A&M xD Lubię rysować, chociaż to nie jest jakaś moja wielka pasja. Chodzę także do harcerstwa i szczerze to kocham, choć także z tym nie wiążę przyszłości. Interesuję się też japońską muzyką - j-popem i j-rockiem.
 
3. Masz jakieś ulubione anime, które nigdy nie spadnie z 1 miejsca? 
Hai! Jest to Kamisama Hajimemashita, moje ukochane anime, które nigdy nie spadnie z pierwszego miejsca.
 
4. Zakochałaś się kiedyś w postaci z anime?  
Eeee, nieeeeeeeeee >,> Dobra, tak ><
 
5. Jest jakaś postać, której nie znosisz? (Ogólnie)  
Hm... tak, jest kilka, ale taką najgorszą, którą najchętniej zaciupałabym plastikową łyżeczką jest Nora z "Noragami". Ta dziewczynka w yukacie sprawia, że krew mnie zalewa. 
 
6. Anime vs Manga?
Anime, zdecydowanie. Do pewnego momentu w życiu o czytaniu mang myślałam z obojętnością, graniczącą z niechęciom. Teraz już się trochę przełamałam (głównie przez mangę "Fairy Tail" xD), ale nadal wolę anime. 
 
7. Jeśli chciałabyś mieć moc, to jaka by ona była? :D    
Chciałabym umieć latać :D 
 
8.  Masz postać z A lub M, którą ubóstwiasz? 
Tak! Jest to Sasuke Uchiha! Ten nielogiczny, czarnowłosy dupek, którego każdy nienawidzi!
 
9. Chciałabyś kiedyś zamieszkać w jakimkolwiek kraju azjatyckim? :D
Nie, zamieszkać nie, ale pojechać i pooglądać bym chciała ^^ 
 
10. Jak rozpoczęła się twoja przygoda z anime? 
  Ach, to bardzo ujmująca historia! A więc pewnego wieczoru, kiedy przeglądałam stronę główną kreskoweczki.pl, natknęłam się na uroczą miniaturkę do pierwszego odcinka Sakurasou no Pet na Kanojo. No to włączyłam, patrzę, jakiś dziwaczny język. Zaczęłam więc grzebać w internetach i w ten oto sposób dowiedziałam się, co to jest anime, manga itd.
 
 
A teraz moje pytanka! :D
1. Jakie jest twoje ulubione anime? 
2. Twoja ulubiona postać męska z anime? Za co go lubisz?
3. Twoja ulubiona postać żeńska z anime? Za co ją lubisz?
4. Lubisz czytać mangi? Masz jakieś u siebie w domu?
5. Masz jakieś gadżety związane z M&A? Jakie?
6. Jakie są twoje zainteresowania?
7. Masz hobby? Jakie?
8. Jaki gatunek anime/mang/filmów lubisz najbardziej?
9. Jakie było twoje pierwsze anime? (Pokemony się nie liczą!)
10. Lubisz azjatyckich chłopców? :>
 
 
Nominuję:

Obserwatorzy